Innowacyjna Enigma: zmierzch wzrostu gospodarczego czy wyścig z maszynami?

Dwa miesiące temu Garry Kasparov wzywał na spotkaniu w Oxfordzie do „odrodzenia się ducha innowacyjności”. To o czym mówił: „potrzebujemy odwagi w dążeniu do coraz ambitniejszych celów”, z jednej strony przypominało znaną retorykę kalifornijskich wizjonerów, a jednocześnie – co może ważniejsze - uzewnętrzniało pokłady niepewności drzemiące wśród przedsiębiorców, ekspertów i obywateli dotyczące tego kiedy i na jakich zasadach nastąpi wyczekiwany powrót wzrostu gospodarczego.

Na przestrzeni ostatniego półroczna po obu stronach oceanu odbyły się dwie ciekawe debaty dotyczące tematyki wzrostu gospodarczego i innowacyjności - pierwsza w Oxfordzie, druga w ramach konferencji TED w Long Beach, w Kalifornii.



Obie wyłamały się z konwencji typowych ekonomicznych konfrontacji jakie znamy na co dzień – tzn. cięcia vs. stymulacja - i skupiły się na bardziej uniwersalnym problemie wyhamowywania wzrostu produktywności w najbardziej rozwiniętych krajach świata (w tym głównie USA i krajach UE).

W Oxford Martin School para technoentuzjastów - Peter Thiel (twórca PayPal’a) i Garry Kasparov (wieloletnim mistrz szachowy) – dyskutowała z parą umiarkowanych sceptyków jakimi są Kenneth Rogoff (profesor ekonomii z Uniwersytetu Harvarda) oraz Mark Schuttleworth (południowo-afrykański przedsiębiorcą, współtwórcą systemu Ubuntu.)

Debata nosiła tytuł „Innowacyjna Enigma: Przełom czy Stagnacja?” i obracała się wokół kontrowersyjnego założenia Thiela i Kasparova, że obecny „kryzys wzrostu” jest w dużej mierze rezultatem technologicznej stagnacji wynikającej z braku społecznej gotowości i ambicji do podejmowania „poważnych wyzwań” (tzn. awersji do podejmowania ryzyka).


Kasparov i Thiel popierali swoje stanowisko własnymi odczuciami z których wynika, że na przestrzeni ostatnich 40 lat zachodnie społeczeństwa odeszły od „kultury ryzyka i eksploracji” na rzecz bezpieczeństwa i regulacyjnego ładu. Obaj podkreślili, że zarządzanie ryzykiem stało się tak ważnym priorytetem wielu firm i instytucji, że te nie decydują się na ambitniejsze projekty rozwojowe, a mimo to część z nich przez błędne analizy i kalkulacje o mało nie doprowadziła do upadku współczesnego systemu bankowego.

To zjawisko ma zdaniem obu technoentuzjastów przełożenie na brak powstawania „przełomowych innowacji” i wpływa na ograniczenie dotychczasowego tempa wzrostu gospodarczego. W ich argumentacji można rozpoznać sentyment do rozwiązań z lat 50, 60 i 70-tych, które miały ich zdaniem poważniejszy wpływ na cywilizacyjne osiągnięcia człowieka niż dzisiejsze (np. na wydłużenie średniej długości życia, efektywniejsze formy produkcji energii czy średnią prędkość podróżowania). Padło nawet nieco sloganowe stwierdzenie, że nowe wersje iPhone to jednak nie to samo co kolejne odsłony programu Apollo 5.

Rogoff i Schuttleworth z tak sformułowaną argumentacją się nie zgadzali.

Południowo-afrykański przedsiębiorca zwrócił Kasparovowi uwagę, że ludzie, a więc również reprezentujące ich rządy są często skłonne do ograniczania ryzyka z powodu strachu. Za przykład podał program kosmiczny i wszechobecną obawę w latach 50 i 60-tych przed wojną nuklearną - jak tylko zagrożenie osłabło również i „innowacyjność” w tej dziedzinie zanikła. Zdaniem Schuttlewortha to raczej jednostki, a nie firmy i instytucje przyczyniają się do powstawania prawdziwie „przełomowych rozwiązań". Odwołując się do wcześniejszego przykładu wskazał, że dla podboju kosmosu taką postacią mógł być John F. Kennedy, a w dniu dzisiejszym Elon Musk.

Wspierający Schuttlewortha Rogoff zaczął swoją kontrargumentację dość przewrotnie od stwierdzenia, że ostatecznie nikt nie zabrania wielkim firmom (szczególnie tym z Doliny) inwestować w sposób w jaki chcą i podejmować „poważne wyzwania”. Zaznaczył przy tym, że nie powinniśmy wyłącznie zajmować się kwestią wzrostu gospodarczego i zamożności rozumianą poprzez zakumulowany majątek, ale tym w jakim otoczeniu przyjdzie nam z niego korzystać, oraz jaka będzie polityczna i społeczna stabilność tych czasów.

Mimo iż była to debata gdzie strony zdecydowanie spierały się w głoszonych stanowiskach to wszyscy zgodzili się co do jednego. Aby móc tworzyć nowe, „przełomowe innowacyjne” potrzebne jest sprzyjające otoczenie finansowe, społeczne i polityczne – „dobry duch” do podejmowania ryzyka i eksploracji – czego w tej chwili brakuje, i jest to wyzwanie z którym wszyscy powinni się zmierzyć.

Pytanie czy problem jest tymczasowy, czy o bardziej strukturalnym podłożu.

Właśnie temu „wyzwaniu” poświęcono sporo uwagi podczas drugiej konfrontacji, która odbyła się w ramach TED w Long Beach.


Tym razem naprzeciw siebie stanęli Robert Gordon - znany amerykański ekonomista z Northwestern University (autor głośnego artykułu dt. zmierzchu amerykańskiej produktywności) oraz Eryk Brynjolfsson - naukowiec z Centrum Badań nad Biznesem Cyfrowym MIT (autor popularnej książki „Race Against the Machine”).

Gordon rozpoczął swoje wystąpienie od podzielenia się z publicznością nurtującą go już od jakiegoś czasu rozterką. Czy możliwe jest, aby okres najszybszego wzrostu w amerykańskiej historii był już zakończony?

Ostatecznie na przestrzeni ostatnich 120 lat (do 2007r.) Stany Zjednoczone doświadczyły średniego wzrostu produktywności na poziomie ok. 2% rocznie, co pozwalało następującym po sobie pokoleniom być zauważalnie zamożniejszymi od swoich rodziców. Gordon odważnie stwierdził, że możemy zbliżać się do kresu „innowacyjności jaką znamy”, a za ograniczeniem wzrostu produktywności stoją zjawiska wystarczająco silne aby dotychczasowy długoterminowy trend załamać. Są nimi - demografia, edukacja, dług publiczny i nierówności społeczne.

Ostatecznie obecne procesy demograficzne „rozkładają” podstawowe założenia wielu systemów emerytalnych krajów zachodnich, a dodatkowo system edukacyjny (szczególnie w USA i Wlk. Bryt) wpędza młodych ludzi w długi których nie są w stanie spłacać z powodu braku zatrudnienia. Dodatkowo, postępujący wzrost długu prywatnego i publicznego paraliżuje wachlarz dostępnych scenariuszy rozwojowych, a nie adresowanie postępującego rozwarstwienia społecznego doprowadza do szeregu napięć natury społecznej i politycznej.

Problemy te uwzględniając lokalną specyfikę różnych krajów, można odnieść do większości rozwiniętych gospodarek. Podobnie jak wcześniej Thiel i Kasparov, Gordon zwrócił uwagę, że w ostatnich latach brakuje nam innowacji na miarę „przełomowych” – tzn. na tyle znaczących, że pomogą nam przezwyciężyć wymienione wcześniej zjawiska. Jego zdaniem korzyści wynikające z posiadania iPhone'a czy konta na Facebooku są pozytywne, ale w kontekście wzrostu produktywności nie są porównywalne z tymi, które oferowały urządzenia z poprzednich dekad - takie jak pralka, lodówka czy komputer.



Naprzeciw tym wątpliwościom wyszedł Brynjolfsson, który zauważył, że wzrost rzeczywiście wyhamował, ale uważa iż prawdziwe korzyści wynikające z nowych generacji „przełomowych innowacji” potrzebują czasu (nawet do kilku dekad) aby można było z nich czerpać daleko idące korzyści. Zdaniem Brynjolfssona problemu ze wzrostem produktywności jako takiego nie ma. Jest natomiast problem z tym, że ten wzrost nie idzie w parze z tym jak to wyglądało w przeszłości – z zatrudnieniem. W konsekwencji pensje zwykłych pracowników są już od jakiegoś czasu w stanie stagnacji i dlatego niektórzy błędnie rozpoznają to zjawisko jako „koniec innowacyjności".

Częściowym remedium na te problemy zdaniem Brynjolfssona mają być inteligentne maszyny. Problem z nimi polega jednak na tym, że spora część rezultatów ich pracy jest coraz mniej fizyczna (tzn. cyfrowa) przez co umyka dotychczasowym sposobom klasyfikacji wzrostu gospodarczego (m. in. dlatego, że coraz więcej świadczeń cyfrowych jest dostępnych za darmo). Ironią całego tego zjawiska jest to, że maszyny, które konstruujemy stają się na tyle inteligentne, że powoli zastępują niektóre z dziedzin prac – np. w call-center czy pośrednictwie usługowym.

Zdaniem Brynjolfssona technologia posuwa się szybko do przodu – i stąd argument o zmierzchu innowacyjności jest nietrafny – ale co gorsza, jednocześnie pozostawia coraz więcej ludzi za sobą (m. in. bez pracy). To zjawisko nie dotyczy jak wcześniej sądzono wyłącznie rynku oprogramowania i usług, ale również świata mediów, finansów, handlu, a nawet kultury. Zdaniem naukowca ludzie niepotrzebnie ścigają się z maszynami bo często te walkę przegrywają, a wszystkim powinno zależeć na tym aby „nie ścigać się przeciw, ale z maszynami”.

Kluczem do tego ma być otwartość społeczeństwa na zmiany oraz solidna (oraz elastyczna) edukacja.



Jednym z ważnych wyzwań pojawiających się w tych dyskusjach* jest pytanie jakiego typu mechanizmy i rozwiązania trzeba będzie wprowadzać, aby coraz szersza adopcja „inteligetnych technologii” nie doprowadziła do jeszcze większego rozwarstwienia społecznego. W wielu wypadkach okazuje się bowiem, że nowe produkty i usługi rzeczywiście okazują się dostępniejsze, użyteczniejsze i tańsze, ale eliminują z rynku sporą część zatrudnionych w dotychczasowych, często masowych zawodach. Pewnie nie będzie to stanowiło problemu jeśli „zastąpieni przez skrypty/maszyny” będą potrafili się odpowiednio szybko dostosować do przemian rynkowych, ale dłuższa średnia życia oznacza, że i na rynku pracy będzie trzeba się utrzymać nieporównywalnie dłużej niż kiedykolwiek w przeszłości.

Dla mnie tą „innowacyjną enigmą” zdaje się być pytanie w jaki sposób na nowo klasyfikować (i komunikować) rozwój gospodarczy opierający się w coraz większym stopniu na tworzeniu i dyfuzji wiedzy oraz w jaki sposób starać się aby nie doszło do zbytniej polaryzacji kompetencji potrzebnych do jej pożytecznego wykorzystania.

A jakie jest Wasze zdanie?

- Łukasz Alwast

*Pobocznym ale bardzo pozytywnym aspektem tych spotkań jest to, że materiały z obu tych dyskusji są udostępniane i komunikowane za darmo. Stanowią przez to użyteczny materiał informacyjno-edukacyjny, który w normalnych warunkach (ze względu na bądź co bądź „elitaryzm” występujących) byłby prawdopodobnie zarezerwowany dla osławionego już 1%.
Trwa ładowanie komentarzy...