Czy jedzie z nami pilot? - pierwsza młodość autonomicznych pojazdów

Zagadnienia związane z autonomicznością pojazdów, w szczególności samochodów i dronów, stają się coraz częściej poruszanymi tematami. Nowe rozwiązania testowane są już nie tylko na kalifornijskich bezdrożach ale także w terenach zabudowanych – i to z powodzeniem. Zbliżamy się tym samym coraz większymi krokami do momentu wkroczenia w obszar prac nad regulacjami... i wtedy zazwyczaj robi się ciekawie.

Kilka dni temu BBC poinformowało, że jedna z agencji drogowych UE zamierza przeprowadzić studium wykonalności technologii umożliwiającej zdalne zatrzymywanie samochodów przez służby porządkowe.



Ktoś mógłby powiedzieć: - no ładnie, Orwellowski 1984 rok w swojej najlepszej formie.

Ale jeżeli się nad tym zastanowić, w kontekście brawury kierowców czy kierowania pod wpływem alkoholu, to wbrew pozorom dalekoidąca komputeryzacja samochodów (a w kolejnym etapie, ich autonomizacja) może przynieść ze sobą ciekawe konsekwencje.

Oczywiście technologia nigdy nie będzie remedium na problemy 'fundamentalne' – głupotę, złą wolę albo złożone problemy społeczne, ale jej umiejętne zastosowanie wraz z rozsądnym, ale dynamicznym systemem prawnym może nas pozytywnie zaskoczyć.

Możemy sobie wyobrazić przyszłość, w której kierowcy samochodów przyjmują rolę zbliżoną do pilotów pasażerskich samolotów odrzutowych.

Część decyzji wciąż pozostaje w ich rękach, ale system pokładowy, w zależności od okoliczności, sprawuje funkcję wspierająca. W tej chwili możemy już korzystać z opcji typu park assist czy tempomat, ale istnieje szereg rozwiązań dopiero testowanych, jak np. poruszanie się w ‘zbiorczych-kolumnach’ albo z wcześniej zaprogramowanego punktu A do punktu B.

Jeśli pójdziemy stopień dalej i oddamy decyzyjność nad pojazdem nie tylko oprogramowaniu samochodu, ale również zintegrowanym elementom środowiska zabudowanego albo zewnętrznym organom monitorującym, to otwiera się kolejny poziom funkcjonalności.

Wyobraźmy sobie, że podczas pościgu za niebezpiecznym przestępcą policja mogłaby ograniczyć zagrożenie (niwelując prędkość pojazdu) korzystając z ‘suszarki’ albo systemowego ‘wyłącznika’ GPS? Brzmi to dosyć abstrakcyjnie, ale co jeśli miałoby przyczynić się do uratowania niejednego życia? Inny przykład - gdyby strefy miejskie i poszczególne ulice miały przypisane ‘fabryczne’ ograniczenia prędkości, to może udałoby się uniknąć nocnych wyścigów i innych brawurowych popisów w terenie zabudowanym?

W najbardziej dalekoidącym scenariuszu - pełnej autonomiczności - możnaby w ogóle zrezygnować z własności pojazdu i przejść na system umożliwiający zdalne wykorzystanie samochodu na daną trasę. W takim wypadku powrót w nocy samochodem z imprezy – pod wpływem alkoholu – nie stanowiłby już takiego niebezpieczeństwa dla innych jak w tej chwili.

Co ciekawe, autonomiczność pojazdów może również wpłynąć na zmianę struktury dotychczasowych praktyk mobilności. Jeżeli zamiast posiadać samochód będziemy mieć abonament na godziny/kilometry to możemy oczekiwać, że z jednej strony mniej ludzi będzie chciało posiadać samochód, a z drugiej, że będzie on bardziej dostępny dla tych którzy dotychczas nie mogli sobie na to pozwolić. Dynamika rozwoju tych usług będzie również inaczej wyglądała w miastach, gdzie zaistnieje ekonomia skali, a inaczej w małych miasteczkach i wsiach, gdzie praktyki poruszania się samochodami różnią się od miejskich.

Jest też oczywiście druga strona medalu. To, że samochód którym się poruszamy jest w pełni identyfikowalny i namierzalny umożliwia konstruowanie profili zachowań w oparciu o te dane – i w konsekwencji klasyczne pytanie: kto i na jakich zasadach będzie miał do nich dostęp?

Już w tej chwili firmy ubezpieczeniowe w Stanach Zjednoczonych umożliwiają wykorzystanie specjalnych urządzeń monitorujących sposób prowadzenia samochodu, w zamian za możliwe zniżki w ubezpieczeniu. I w oparciu o podobne dane naukowcy z uniwersytetu Rutgers zasugerowali niedawno, że możnaby na ich podstawie prognozować przyszła ścieżkę poruszania się pojazdów.

Wszystko to może brzmieć nieco futurystycznie, ale w zasadzie już takie nie jest.
W kilkunastu krajach na świecie – Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Japonii – zaawansowane prace nad autonomicznymi samochodami i ich hybrydowymi odpowiednikami trwają już od lat.

Wyzwaniem stanie się zapewne wejście w gąszcz regulacji. Gdy za kierownicą mamy człowieka odpowiedzialność za szkody jest jasna. W wypadku samochodów w pełni i semi-autonomicznych sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

W każdym razie, gdyby ktoś mnie zapytał czy byłbym gotów oddać ‘poczucie panowania nad samochodem’ na rzecz autonomiczności pojazdu, częściowe podporządkowanie służbom czy elementom środowiska zabudowanego, w zamian za większe, systemowe bezpieczeństwo na drogach, odpowiedziałbym: dlaczego nie?

- Łukasz Alwast
Trwa ładowanie komentarzy...